
REKRUTACJA W GRUPIE AZOTY, CZYLI APARATOWY POD LUPĄ, A DYREKTOR NA CZERWONYM DYWANIE
Chcesz zostać aparatowym i odpowiadać za bezpieczną pracę instalacji chemicznych wartych miliony? Świetnie. Przygotuj dokumenty, świadectwa, certyfikaty, cierpliwość i najlepiej próbkę DNA.
Najpierw rozmowy, testy, weryfikacja wiedzy, analiza kompetencji i pełne sito rekrutacyjne. Niedługo kandydatom będą zapewne sprawdzać, co jedli poprzedniego dnia, jaką mieli średnią w podstawówce i czy ich pradziadek potrafił prawidłowo dokręcić zawór.
Jeżeli kandydat przejdzie cały ten rekrutacyjny triathlon, Grupa Azoty otworzy przed nim skarbiec:
– umowa na całe pół roku,
– niespełna 5 tys. zł brutto, czyli wynagrodzenie niemal przyklejone do płacy minimalnej,
– praca zmianowa,
– kontakt z niebezpiecznymi substancjami,
– odpowiedzialność za ludzi, instalacje i ciągłość produkcji.
Krótko mówiąc: wymagania jak do programu kosmicznego, wynagrodzenie jak za pracę, której odpowiedzialności lepiej nie zauważać.
Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja wieloletnich pracowników. Wielu z nich zarabia tyle samo, a czasem nawet mniej niż osoby dopiero przyjmowane. Najwyraźniej doświadczenie w Grupie Azoty działa odwrotnie niż wszędzie indziej, im dłużej pracujesz, tym bardziej pracodawca przyzwyczaja się, że można ci nie płacić więcej.
Premie kwartalne? Zawieszone.
Bo kiedy trzeba oszczędzać, najlepiej zacząć od ludzi, którzy prowadzą instalacje, usuwają awarie, pracują w nocy, święta i weekendy oraz odpowiadają za bezpieczeństwo zakładu. To przecież oczywiste. Bez kolejnego dyrektora firma jakoś mogłaby sobie nie poradzić, ale bez premii dla pracownika produkcji, spokojnie.
Na szczęście istnieje także druga, znacznie wygodniejsza ścieżka kariery. Wystarczy nie zostać aparatowym, lecz menedżerem albo dyrektorem wykonawczym albo doradcą.
Tutaj procedury są bardziej elastyczne. Rekrutacja czasami się odbywa, a czasami najwyraźniej sam kandydat jest już wystarczającym dowodem, że był potrzebny. Kompetencje w branży chemicznej również nie muszą przeszkadzać w karierze. Doświadczenie w Poczcie Polskiej albo PKP Intercity może najwyraźniej otwierać drzwi do zarządzania przedsiębiorstwem chemicznym.
W końcu list, pociąg i instalacja chemiczna mają wiele wspólnego: każdy może się spóźnić, zgubić albo wykoleić. Ważne, żeby osoba odpowiedzialna zdążyła wcześniej wsiąść do właściwej windy.
Pakiet dla takiego fachowca ma już wyglądać zupełnie inaczej:
– umowa na czas nieokreślony,
– około 50 tys. zł miesięcznie – oczywiście według nieoficjalnych informacji z najbardziej wiarygodnego centrum analiz gospodarczych w Tarnowie, czyli autobusu linii nr 9,
– fura,
– komóra,
– biuro na 31. piętrze w Warszawie, czyli dostatecznie wysoko, aby nie było widać ani produkcji, ani pasków wynagrodzeń szeregowych pracowników.
Do tego zapewne karta celów. Oczywiście ambitnych, strategicznych i niezwykle wymagających. Być może nawet tak skonstruowanych, żeby ich realizacji nie zakłócały wyniki finansowe spółki, sytuacja pracowników ani przyziemne problemy zakładów produkcyjnych.
Pracownik może wzorowo wykonywać obowiązki, utrzymywać instalację w ruchu i brać odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Nagroda? Informacja, że „sytuacja ekonomiczna spółki nie pozwala”.
Menedżer zrealizuje odpowiednio zapisaną kartę celów? Wtedy sytuacja ekonomiczna może nagle nabrać zupełnie innych kolorów. Jak wiadomo, najtrudniejszym zadaniem nie jest osiągnięcie celu, lecz właściwe ustawienie poprzeczki, najlepiej tak nisko, żeby nie trzeba było nawet wyjmować rąk z kieszeni.
Są jeszcze banki finansujące Grupę Azoty. Podobno z pełną odpowiedzialnością nie pozwalają, aby pracownik produkcyjny zarabiał choćby dwa złote więcej od wynagrodzenia minimalnego. Natomiast mnożenie wysoko opłacanych stanowisk menedżerskich najwyraźniej nie narusza żadnego wskaźnika finansowego. Można wręcz odnieść wrażenie, że banki proszą:
„Premii dla produkcji nie będzie. Ale czy macie już kolejnego dyrektora?”
I tak wygląda nowoczesna polityka zatrudnienia:
Aparatowy – pełne sito, półroczna umowa i pensja blisko minimum.
Doświadczony pracownik – zamrożone wynagrodzenie i zawieszona premia.
Dyrektor – stabilna umowa, karta celów, samochód, telefon i widok z 31. piętra.
Najwyraźniej w Grupie Azoty obowiązuje prosta zasada:
Im bliżej produkcji, tym niższa pensja, krótsza umowa i większa odpowiedzialność. Im dalej od instalacji i wyżej nad ziemią – tym większe pieniądze, wygodniejsze cele i bardziej miękki fotel.
To już nie jest polityka kadrowa. To korporacyjny kabaret. Problem w tym, że bilety na ten spektakl kupują pracownicy, a końcowy rachunek może zapłacić cała spółka.
najświeższe wideo
zapisz się do newslettera
Chcesz wiedzieć pierwszy o zmianach w Twojej firmie oraz ZSZZ Solidarność? Zapisz się do listy mailingowej.



